"Nieważne jak szybko biegasz, ale jak daleko dobiegniesz". Michał Jesionowski o bezdomności, sukcesie i franczyzie

14 paź 2021

Dla jednych "Jesion", "Łysy", dla innych "Michu". Człowiek sukcesu, który publicznie przyznaje się do swojej kilkumiesięcznej bezdomności. Popularność zyskał za pośrednictwem YouTube, a jego kanał szybko stał się największym kanałem motoryzacyjnym w Polsce. Obecnie "Miłośnicy 4 Kółek" to ponad milion subskrypcji. Motywuje go konstruktywna krytyka, jest bezpośredni i skoncentrowany na tym, co robi. Napisał kilka książek i rozwija sieć warsztatów samochodowych M4K Garage. Co motywuje Michała Jesionowskiego do działania? Jakie są jego plany na przyszłość? Dlaczego zdecydował się na skalowanie swojego biznesu poprzez franczyzę?

Michał Jesionowski to gość najnowszego wywiadu z cyklu TWARZE BIZNESU, realizowanego przez Franczyza INFO.

Sukces kanału zawdzięcza Pan swojej upartości i zawziętości? Początki "Miłośników 4 Kółek" to czas, gdzie YouTube kojarzony był z zupełnie innymi rzeczami niż vlogi... 

Michał Jesionowski (MJ): Pytanie jest zbyt wielotorowe, dlatego że przede wszystkim sukces "Miłośników 4 Kółek" zawdzięczam może poniekąd swojej upartości, w dużej części determinacji. Natomiast nie zapominajmy też o szerokiej widowni, która wykazywała i wciąż wykazuje chęć uczenia się ze mną mechaniki pojazdowej i tego rynku, jak i zagłębiania się w temat motoryzacji.

W 2015 roku, kiedy otworzyłem kanał "Miłośników 4 Kółek" na platformie YouTube, to faktycznie treści, które tam się pojawiały zdecydowanie różniły się od tego, co znajdziemy tam obecnie. Nie było kolorowych kulek w basenie, nie było takiego wysypu tzw. “shit contentu”. Za to bardziej wyróżniały się kanały merytoryczne, także i te zabawne od “pranków”, ale też trzeba przyznać, że wynikało to z danej mody, która ówcześnie panowała na YouTube - co serwis polecał i na czym zarabiał. Dziś YouTube nie promuje tego, kim Ty jesteś, jaki jesteś, tylko to co YouTube’owi “podpasuje” w oparciu o jego rozwinięty ekosystem reklamowy - i od tego algorytmu zależy Twoje być albo nie być w tym środowisku.

Otwierając kanał, nie miałem czegoś takiego w głowie: “jak osiągnąć sukces”, “jak zostać sławnym”. Nie miałem parcia na szkło. W latach swojej młodości, czyli 2000-2015 i początków swojego kanału YouTube (co nie znaczy, że dzisiaj jestem stary <śmiech>) - “śmieszkowałem” sobie z ludzi, którzy mówią do telefonu, nagrywając swoje filmiki. Dzisiaj, tak naprawdę śmiałbym się sam z siebie. Pierwsze filmy, które nagrywałem miały tylko i wyłącznie na celu pokazać na moim przykładzie, że  mechaniki pojazdowej można się nauczyć i, że nie jest ona wcale taka skomplikowana. Nie uczyłem się jej w szkole, a widziałem, że mechanicy oszukują. Ja również byłem wielokrotnie oszukiwany i naciągany przez serwisy samochodowe, więc zacząłem robić to sam. I tak stwierdziłem, że może wrzucimy to do Internetu, może ktoś kiedyś z tego skorzysta.

W ten sposób narodził się kanał  "Miłośnicy 4 Kółek - zrób to sam" (pełna nazwa), który po 80 odcinkach wyewoluował na bieżącą formę, czyli podwaliny tego kanału. Stwierdziłem, że skoro ludziom się podoba, to od 2016 roku zacznę robić serię vlogów: "Jak zacząć z mechaniką pojazdową?", która doczekała się kilkuset odcinków. Stwierdziłem, że pokażę polskie projekty z budowania aut przez ludzi w garażach, szopach, na podwórkach - tak powstała pierwsza seria "Czas na Tuning Made in Poland". Skoro uczę się razem z widzami i mówię o tym otwarcie, to próbuję tę wiedzę empiryczną przekazywać. Dlatego powstały kolejne serie, takie jak: “Fakty i Mity motoryzacji”, “Naprawy zrób to sam”, “Hit czy Kit”, czy “Dziwne historie warsztatowe”.

Działając w tych tematach, już po roku kanał "Miłośnicy 4 Kółek" stał się największym kanałem motoryzacyjnym w Polsce na YouTube. Dopiero wtedy do mnie dotarło, że mój upór i determinacja dają efekty, że to co tworzę ma sens. Zobaczyłem wtedy, że moje materiały tutorialowe, te które coś uczą (np. jak naprawiać), są puszczane w szkołach samochodowych czy technikum o profilu mechanik samochodowy. Dlatego w kolejnych latach (czyli 2017-2018), produkcje wideo o tematyce technicznej, były już robione pod materiał ze szkół mechanicznych i nadal otrzymuje wiadomości, że te treści są odtwarzane na lekcjach.

W wywiadach opowiada Pan o swoich początkach i o przewrotności losu. To trochę historia z rodu: "Od taksówkarza do milionera", a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie: "od pucybuta do milionera".

Nie wiem o jakich wywiadach tu mówimy? Dlatego, że historia jest o tyle przewrotna, że wcale nie zaczęła się od pucybuta, ani nie od taksówkarza. Tylko tak naprawdę od bezdomnego - człowieka, który zaczął swoje życie w 2006 roku, który dopiero zbierał się po paśmie dotkliwych traum, po dotkliwej śmierci bliskiej osoby - swojej pierwszej miłości, po swoim małżeństwie, które nie do końca się udało i, przez które w pewnym momencie zaczął bankrutować.

Nie mogąc spłacić pobranych kredytów, nie mogąc normalnie funkcjonować - uraczyłem się kredytem we frankach szwajcarskich, w najlepszym okresie ich istnienia. Stąd poniekąd pojawiła się taksówka. Mimo walki i wielu prób uratowania sytuacji, kolejnych prób, zaliczyłem pierwszy rozwód. Zaliczyłem także pierwszy krach finansowy - gdzie wychodząc z małżeństwa miałem 390 000 zł kredytu hipotecznego i do tego jeszcze kredyt w gotówce. Tylko wybierałem czy dziś zapłacę za prąd, czy może jutro coś zjem. Bardzo szybkim sposobem, mimo dwóch etatów i pracy po 400 godzin miesięcznie nastał rok 2010 - dokładnie kwiecień. Musiałem zamieszkać w altance na ogródkach działkowych, która nie miała prądu i ogrzewania…  Wiedziałem, że to moja wina i tak naprawdę to jest ten przewrót losu, bo gdyby potoczyło się to w takich schemacie od "pucybuta do milionera", to byłoby całkiem nieźle. Gdyby człowiek zaczynał pracować z jakimś startem od zera.  No niestety to było kilka wypadków losowych i kilka zdarzeń życiowych,  gdzie  sam jestem sobie winien. Kilka zdarzeń chorobowych gdzie walczyłem o życie, wychodząc z jednej choroby, wpadłem w drugą, trzecią, czwartą…

Tak naprawdę dzisiaj nagrywając ten wywiad, mogę tylko powiedzieć, że to życie dalej potrafi być przewrotne. Dlatego, że jeszcze nie tak dawno, bo od lutego 2021 roku do lipca, oglądałem świat albo z izby przyjęć, albo z okna karetki - nie wiedząc czy dożyję jutra. Zapadając na ciężką chorobę serca i przysadki mózgowej, nikt nie umiał mi powiedzieć z lekarzy, że będzie dobrze.

Osobiście nie wyobrażam sobie tego, że w jednej chwili tracę wszystko i moje życie rozpada się niczym jakaś układanka. To bardzo budujące, że był Pan w stanie układać ją na nowo...

A gdybym miała zapytać, czy łatwo jest być znanym w branży, w której tak naprawdę nie miało się od samego początku doświadczenia? W końcu nie ukrywa Pan, że uczył się mechaniki razem ze swoimi fanami z YouTube. 

Nie wiem czy jest łatwo być znanym w branży dlatego, że ja tę branżę omijam szerokim łukiem. Nie pokazuję się w miejscach publicznych, na eventach motoryzacyjnych - ze względu na to, że ja przede wszystkim nie chciałem być nigdy, ale to nigdy osobą, która jest publicznie rozpoznawalna. Było to dla mnie wręcz nienaturalne, że nagle pojawiłem się w centrum zainteresowania, gdzie dziesiątki, setki a później nawet tysiące ludzi podchodziło do mnie i prosiło mnie o wspólne zdjęcie. Pomimo upływu lat i rozwoju swojej kariery, czuję się tą samą osobą, która to w 2015 roku trzymała tę kamerę z wiedzą, jak ją trzymać (śmiech). Pierwsze “razy” z kamerą  miałem tak naprawdę w 2013 roku, gdzie nagrywałem krótkie filmiki o… wędkarstwie. :) Tak, to moja druga pasja obok motoryzacji.

michał jesionowski M4K Garage

Wracając do tematu, nie jest mi z tym źle, że staram się poprawić błędne koło w Polsce, które od lat serwują nam mechanicy, handlarze autami.  Walczę z patologią, czyli tym czego ludzie się boją, tworząc to, czego ludzie szukali i potrzebują, czyli miejsca przyjaznego, w którym można być uczciwie potraktowanym. Miejsca, gdzie nikt Cię nie oszuka, można robić wszystko na tych samych standardach, darzyć się pełnym zaufaniem. I szczerze to nie kieruję się tym, co w branży będą o mnie mówić. Dlatego że to, co stworzyłem, jest na ten moment czymś, czego nie było na rynku. To jest odpowiedź na potrzeby widzów/ludzi, którzy chcą w normalny sposób (bez obaw), oddać swój samochód w ręce zawodowca, mieć pełną wiedzę, co w nim zostało zrobione oraz gwarancję, że będą mogli bezpiecznie poruszać się nim na drodze.

Tworząc materiały na kanał YouTube, tworząc projekty samochodowe, współpracuję z ludźmi, którzy posiadają naprawdę duże umiejętności, wiedzę oraz spryt. Oni potrafią "ot tak" złożyć silnik od Ferrari i "poprawić fabrykę". A moja wiedza jest elementarna, gdzie od przeszło 6 lat teoretycznie i praktycznie studiuję mechanikę pojazdową. Dociekam i sprawdzam, ponieważ naprawdę mnie ta dziedzina wciągnęła. Doświadczam jej każdego dnia, dzięki też miejscu, które stworzyłem, czyli we własnym warsztacie M4K Garage.

Milion subskrypcji to ogromny sukces. Zastanawiał się Pan, co miało największy wpływ na taką popularność kanału "Miłośnicy 4 Kółek"? Bywały czasy, że Jesionowski był "wyżej" niż TVN Turbo...

Nie "bywały czasy", tylko dziś wciąż jesteśmy oglądani przez szerszą widownię, z dużo większymi zasięgami niż TVN Turbo. Tylko jest drobna różnica, "Miłośnicy 4 Kółek" nie mają scenarzysty, tu nie ma reżysera. To życie samo pisze scenariusze. Myślę, że za sukces "Miłośników 4 Kółek" odpowiada jedna bardzo ważna rzecz - to po prostu bycie autentycznym, pokazywanie realnych problemów i realnych rozwiązań. Nie udawanie nikogo, nie granie. Jeżeli się pomylę mówiąc, że “ włanczam włancznikiem” - no to jestem sobą, prostym człowiekiem, któremu zdarza się popełniać błędy we własnym, ojczystym języku. Nie jestem Profesorem Miodkiem. Ja prowadzę kanał motoryzacyjny! Nie mogę robić tego, co robią szanowne telewizje, aby pokazać specjalnie, czyli aranżować pewne zdarzenia, przedstawiać coś z premedytacją, że coś nie działa lub działa świetnie. Dla przykładu,  seria “Hit czy kit” nigdy nie była serią sprzedażową i choćby nawet produkt był “ultra” i wydawałoby się z początku “shitem”, ale działał to zawsze pokazywaliśmy to 1:1, nie zakrzywiając tego obrazu. Pokazujemy jak jest, a nie jak powinno być.

I to ma tak naprawdę chyba tę kluczową wartość, która wpływa na pozytywny odbiór tego kanału, bo na pewno nie zawdzięczam takiego odbioru swojemu wdziękowi osobistemu czy urodzie - bo z taką facjatą to tylko mama mogłaby mnie kochać. 

Muszę tutaj wspomnieć o miłośnikowej społeczności, która to 1 000 000 liczyła 2 lata temu, dzisiaj jest to prawie 1 400 000 widzów, którzy subskrybują kanał. To naprawdę ogromny sukces, jak na tę wciąż niszową kategorię na polskim YouTube.

Więc domykając swoją odpowiedź taką klamrą. Bycie autentycznym, tworzenie realnych i przydatnych treści, wiara w to co się robi i dążenie dalej przed siebie, bez patrzenia za siebie - na pewno miały wpływ na to, gdzie kanał "Miłośnicy 4 Kółek" jest teraz. 

Sukces na YouTubie to nie koniec a początek. Skąd pomysł na warsztaty M4K Garage? Od razu było założenie, że musi być to sieć?

Pomysł na warsztaty M4K Garage, to nie jest mój autorski pomysł, na zasadzie wstałem i powiedziałem "Eureka"! Przez pierwsze lata działalności, czyli w 2015-2017, nie chciałem mieć żadnego warsztatu. Dlatego, że przebywając na wszystkich innych warsztatach samochodowych, widziałem jak trudny jest to rynek w Polsce. Przyjeżdżając do mechanika (gdziekolwiek bym nie był), traktowało się go jak wroga - niestety.  W międzyczasie widzowie wywarli na mnie presję, żebym jednak spróbował otworzyć pierwsze M4K Garage. Nie było to nigdy podyktowane chęcią zysku, lecz faktyczną chęcią zbudowania czegoś, czego nie było i zmierzenie się z tą branżą od kuchni. Moje podejście było i jest czymś na kształt misji. Otwierając pierwszy warsztat w Szemudzie na przełomie 2017/2018 roku, miałem w głowie walkę z patologią polskich warsztatów. Walkę - uwaga - z patologią pojawiającą się wśród polskich klientów. Taka była na to wizja. Musiałem wszystkie drzwi otworzyć na nowo, zbudować pod to infrastrukturę, ucząc się prowadzenia tego biznesu i rozwijając się w tematyce mechaniki pojazdowej oraz podejścia do klienta. Sukces M4K Garage w Szemudzie spowodował otwarcie drugiego warsztatu w Kościerzynie. 

Widząc przychylność widzów, czytając ich historie i doświadczenia z różnymi warsztatami, urodziła mi się wizja (znowu podkreślam pod wpływem widzów), że jeden czy dwa warsztaty mogą nie zaspokoić na tamte czasy 800 000 ludzi (moich widzów), którzy chcieliby korzystać z naszych usług. My też nie chcemy stawiać siebie na piedestale, bo cały czas się uczymy, wyciągamy wnioski i ulepszamy. Padła idea stworzenia sieci warsztatów w całej Polsce, gdzie klient w którymkolwiek M4K Garage się nie znajdzie, będzie tak samo obsłużony, na tych samych spójnych zasadach, panujących w każdym warsztacie. Co oznaczało te same protokoły przyjęcia i wydania, te same formularze reklamacyjne. A w każdym warsztacie, nawet przy prostej wymianie tarcz i klocków hamulcowych, aby wszystkie czynności były standaryzowane, zgodne ze sztuką mechaniczną i wykonane z należytą starannością. 

Pierwszym warsztatem franczyzowym jest M4K Garage Wrocław, otwarty na początku 2020 roku i na samym początku miał być jedyny. Nie planowałem otwierać ich więcej, bo chciałem zobaczyć jak warsztat, który stworzyłem od zera na licencji, beze mnie będzie funkcjonować. Mimo wszystko doglądałem, sprawdzałem, aktualizowałem swoją “Biblię warsztatową”. Podkreślmy też znaczący fakt, że zaraz po otwarciu nastąpiła pandemia, pierwszy lockdown, zatrzymanie gospodarki. Warsztat we Wrocławiu z powodzeniem się utrzymał i tak pod koniec roku 2020 stwierdziłem, że skoro działa i jest to stabilny biznes, to może jednak warto rozpowszechnić to dalej.

Kolejnym krokiem było założeniem Spółki Miłośnicy 4 Kółek, zatrudnienie zespołu ludzi, którzy pomogli mi wdrażać procedury do kolejnych punktów warsztatowych, szkolić i wspierać nowe filie. Umówmy się, jak miałaby się rozwijać sieć warsztatów pod marką M4K Garage, której jestem twarzą i “dumnym ojcem”, kiedy wszystko robiłbym dalej sam, mając do tego poważne problemy zdrowotne. Dlatego wiedziałem, że potrzebuję zaufanych i odpowiedzialnych ludzi do zespołu, dobrych księgowych, obeznanych prawników.

Wierzyłem w to, że chce stworzyć coś mocnego a ja wierzę w swój plan i go po prostu realizuję. Na ten rok obrałem sobie cel, że w sumie chce mieć w sieci 10 warsztatów, a zaraz będę otwierać już ósmy. W przygotowaniu mam: Łódź, Katowice i Lublin - w sumie 12 umów franczyzowych podpisanych. Nie brakuje osób chętnych do tworzenia tej idei z nami. Jednak trzeba czuć ten biznes, bo nie każdy się nada. Nie można jedynie patrzeć na to przez pryzmat pieniędzy, bo to nie jest tylko kasa, ale to tworzenie czegoś fajnego, z zaangażowaną drużyną i robienie czegoś dobrego dla innych. Na pierwszym miejscu stawiamy tutaj Człowieka. Oczywiście inwestując w ten biznes, można w szybkim czasie odnotować jej zwrot, jednak skupiając się zbyt bardzo na pieniądzach, można zgubić gdzieś po drodze całą tę ideę, którą chcemy przekazywać. A tego nie chcemy. Na wszystko w tym biznesie jest odpowiedni czas i miejsce. Zarabianie z godnością i uczciwie jest w naszym przypadku, jak najbardziej możliwe.

Oglądałam Pana nagranie z otwarcia drugiego warsztatu w 2019 roku. Mówił Pan wtedy o sieci składającej się z 10 lokalizacji. Mija kilka lat i nadal nie ma Pan dziesięciu warsztatów. Coś nie wyszło? Biznes nie cieszył się popularnością a może Pan jako franczyzodawca był zbyt wybredny w selekcji potencjalnych, zainteresowanych Pana franczyzą?

Cieszy mnie bardzo Pani przebiegłość, ale wdarła się tutaj mała nieścisłość, więc pozwolę sobie sprostować to pytanie. Dokładnie w 2019 r. otwierałem swój drugi warsztat w Kościerzynie, gdzie napomknąłem, że może dojdę kiedyś do takich 10 własnych warsztatów - jak ten. Nie było tu mowy jeszcze o modelu franczyzowym. Natomiast oglądając dalej, na sam koniec 2019 r. zapowiedziałem, że będą otwierane warsztaty - tu już miałem podpisaną umowę z Wrocławiem, w grudniu ruszyły przygotowania. Otwarcie miało miejsce w styczniu w 2020 r. Zapytania spływały, ale ja odmawiałem. Przecież dopiero co otworzyłem pierwszy warsztat, który był na licencji, który trzeba było obserwować. A ja jestem osobą, która jak biegnie to patrzy pod nogi, więc lekkomyślne byłoby otwierać na pierwszy strzał 10 warsztatów, bez stabilnej infrastruktury. Trochę nie rozumiem stwierdzenia “wybredny selekcjoner”. Proszę pamiętać, że w międzyczasie mamy wybuch pandemii, która cały czas trwa. Wrocław pomimo dwóch miesięcy od otwarcia, musiał jako bardzo młody warsztat zmierzyć się ze skutkami pandemii. Po roku od otwarcia mogę śmiało powiedzieć, że nie odnotował strat. Byliśmy mocniejsi i gotowi do otwierania kolejnych punktów. Wszystko toczy się swoim tempem, tak jak powinno to przebiegać. Więc nieważne jak szybko biegasz, ale jak daleko dobiegniesz. 

A nie boi się Pan, że trafi się franczyzobiorca, przypominający tych z Pana "Patologii Polskich Warsztatów", który tylko popsuje jakość/renomę Jesionowskiego?

Oczywiście, że bałem się, dlatego tak naprawdę nie otwierałem warsztatów dopóki nie zostanie stworzona podwalina proceduralna, draft umów, który zabezpieczy także mnie przed wykonaniem nieuczciwych ruchów przez franczyzobiorcę. Dopiero wtedy, gdy już byłem pewny i wykluczyłem wszystkie możliwości (tak naprawdę oszustwa, które mogło pojawić się po stronie  franczyzobiorcy), poszedłem w standaryzację procedury kontrolnej i audyty. Wtedy nadszedł moment, gdzie mogę dalej odważnie biec i pokonać  maraton na 100, 200, czy 300 km.

Reasumując, niechętnie bierzemy istniejące warsztaty jako jednostki do przekształcenia w M4K Garage, a jeżeli już to robimy, to na bardzo określonych zasadach i warunkach, po weryfikację np. już pracującego tam personelu, poprzez odpowiednie testy kwalifikacyjne, szkolenia w jednostkach macierzystych u nas, w których bardzo łatwo określić jaki mechanik ma potencjał i jakim jest człowiekiem. Często wydaje się, że łatwo jest nas oszukać, ale na wszystko można znaleźć odpowiedni paragraf prawny, i tym samym odpowiednie rozwiązanie. Każda filia jest kontrolowana raz lub nawet dwukrotnie w tygodniu, przez niezależnych pracowników. W założeniu ma to działać tak, jak w McDonald's. Najprościej, aby wytłumaczyć genezę tego jak działamy, to proszę sobie wyobrazić, że poszła Pani do jednej z restauracji McDonald's i zamówiła Pani kurczaka z rożna, ponieważ bardzo miała Pani ochotę zjeść właśnie tak przyrządzonego kurczaka. I jak Pani myśli, dostanie go Pani? 

Oczywiście, że nie dostanę, bo każdy McDonald's ma właśnie standaryzację, charakterystyczną dla działania w sieci, czyli schematy, które należy powielać, aby działać zgodnie ze specyfiką całej marki. Kurczak z rożna byłby niezłym wybrykiem, w dodatku niezgodnym z menu całej marki. Ale porozmawiajmy jeszcze o franczyzie Pana biznesu. Wiem, że zależy Panu na jakości i przejrzystości w tym biznesie, ale mnie ciekawi jak taka franczyza M4K Garage wygląda w praktyce? Mogę założyć taki biznes nawet ja, nie mając żadnej wiedzy o mechanice?

Model franczyzowy dla M4K Garage był w taki sposób przygotowany i do tego stopnia, żeby mieć i czuć wspólny cel, znać DNA firmy, m.in. poprawę jakości usług w sektorze serwisowania samochodów, co nie obliguje od razu właściciela franczyzy do tego, że musi być mechanikiem. Prawda jest taka, że system jaki stworzyłem, czyli system szkoleń i wiedzy w postaci nawet podręcznika operacyjnego, daje nam gotowy przepis na biznes. Stosowanie się do wszystkich wspomnianych tam “przepisów” - trochę jak w kuchni, pozwoli na to, że nawet osoba, która nie ma doświadczenia a wykonuje instrukcje krok po kroku, jest w stanie stworzyć to przysłowiowe “danie”, odtworzyć je. Na tym polega cały urok tego przedsięwzięcia, że franczyzobiorcą może być kucharz, tynkarz, akrobata, bo jeżeli czuje całą tę ideę i stosuje się do instrukcji, to jest w stanie stworzyć potężną działalność gospodarczą.

My jako franczyzodawcy wspieramy bardzo mocno inwestora, poprzez system szkoleniowy dla pracowników, które zapewniamy od centrali po firmy zewnętrzne. Jako przedsiębiorcy kupujący gotowy biznes, jakim jest M4K Garage (niezależnie od miasta), dostajemy całą specyfikację dla prowadzenia tego biznesu wraz z jego wsparciem na tacy. Na początku prowadzimy za rękę, a później towarzyszymy w tej podróży i przyglądamy się czy wszystko jest nadal w porządku. 

miachał jesionowski M4K Garage

Doczytałam, że w planach Jesionowskiego jest stworzenie salonu z używanymi autami. To prawda?

Nie jest to żadną legendą - to nie jest Smok Wawelski. Jest to projekt, który został wdrożony przed pandemią i była to próba pokazania, że da się stworzyć salon samochodów używanych z samochodami, które są czyste, mają przejrzystą historię. A my jako klienci, idąc do takiego salonu widzimy 20-letnie auto, które ma wszystko podane, jak na tacy. Każdy element, który wymagał wymiany - został wymieniony, do tego wszystkiego załączone paragony i gwarancja autentycznych zdjęć wraz z pełnym opisem auta,  żeby nie jechać w ciemno. Szkopuł tkwił w tym, że idea padła przez wybuch pandemii i tak naprawdę wstrzymałem cały proces do momentu, kiedy będziemy mieli około 30, może 20 warsztatów. Wtedy przy co drugim warsztacie chcemy zrobić salon samochodów używanych, żadnych luksusowych samochodów, po prostu zbyt normalnych wozów do codziennej jazdy.  Takich, których klient nie boi się zakupić, ufa sprzedawcy, a jego odpowiedzialność nie kończy się w momencie wyjścia z salonu. Przy zakupie pojazdu, oceniamy jego stan od A do Z. Potem wymieniamy elementy eksploatacyjne, które wymagają wymiany od opon oleju i filtrów, po elementy takie jak tarcze, klocki hamulcowe lub elementy zawieszenia. Wtedy taki samochód dopuszczamy do sprzedaży. Gwarancją również będzie serwisowanie tylko u nas, bo już nie raz życie pokazało, że różni mechanicy mają różne talenty. Wystarczy, że przy wymianie oleju nie do końca coś się dokręci  i może się okazać, że silnik się zatarł -  to jak mam przyjąć auto na gwarancję skoro, nie było serwisowane u nas. A my nie mamy pewności co i w jaki sposób zostało przy nim zrobione.

To jest następny krok, który chce zrobić, jeżeli chodzi o polski rynek motoryzacyjny i to może być krok, który będzie bardzo kontrowersyjny, bo podniesie ceny samochodów. Suma sumarum i tak te rzeczy, wymiany eksploatacyjne nie ominą klienta i będzie trzeba prędzej czy później to zrobić. W Polsce sprzedając z 15, 20-letnie auto, nikt nie pomyśli, aby zawieźć je do mechanika, pytając się go co jest do zrobienia w aucie. Bo chce je sprzedać, wymienić części itd., a doliczyć sobie to do ceny sprzedaży samochodu. Takie rzeczy się nie dzieją, ponieważ każdy spróbuje sprzedać ten samochód po cenie rynkowej, jak najkorzystniejszej  dla siebie - do tego uśmiechając się przy sprzedaży, że wszystko jest "okej." Taka jest sytuacja rynkowa w Polsce.

To będzie również we franczyzie?

Tak, w co drugim warsztacie franczyzowym lub każdym. Oddział franczyzowy M4K Garage, będzie mógł dołączyć do programu samochodów używanych. Obecnie trwa budowanie pod to całej struktury logistycznej i infrastruktury, ponieważ samochody używane będą przechodziły przez Centralę do salonu. Czyli będzie jedna firma skupująca samochody za granicą oraz na terenie naszego kraju, które będą odpowiedzialne za przeprowadzenie wszelkiego rodzaju rozpoznania wozu. Następnie franczyzobiorca będzie zaopatrywany a już w jednostce terenowej będzie wiadomo co jest do wymiany, co zrobione i wystawione lokalnie.

Na początek, na 30, 20 warsztatów przypadać będzie z 10 salonów w największych miastach w Polsce, żeby się nie wyłożyć. Nie będzie to też 50 samochodów na raz, tylko zaczniemy na spokojnie - jak zwykle łyżeczką a nie chochlą, patrząc pod nogi i idąc przed siebie uważnie. W końcu zależy nam na stworzeniu solidnej i stabilnej sieci warsztatów i transparentnego auto-handlu. Najlepszym przykładem niech będą sprawnie działające filie czy to ta we Wrocławiu, Kielcach, czy teraz w Szczecinie. A do końca roku mam nadzieję, dołączą kolejne lokalizacje do nas, czyli Łódź, Katowice i Lublin.

Chyba lubi Pan, to co robi?

Gdybym nie lubił tego, co robię musiałbym się nazwać tak naprawdę masochistą. Wyobraża sobie Pani codziennie rano jeść kanapkę z kremem czekoladowym, nie przepadając za czekoladą w ogóle?  Gdybym nie lubił tego, co robię, nie robiłbym tego. Jestem osobą, która tak naprawdę jest wielokierunkowa, jeżeli chodzi o swoje życie - od pasji do wędkarstwa, modelarstwa, czy chociażby ogrodu na swoim ranczo, o który bardzo lubię dbać. Sporą część mojego życia spędziłem na motoryzacji i rozwijaniu pasji do niej. Dlatego byłbym nieszczery, jakbym powiedział, że nie lubię tego, co robię i czemu poświęcam czas i energię.

Oczywiście czasami mam dość i mówię przed lustrem, że już nie chcę i, że chcę iść spokojnie do sklepu po bułki, bez zdjęć, bez autografów. Jednak liczę się z tym, że jestem też dla ludzi, którym moja obecność sprawia frajdę, i którzy cieszą się wraz ze mną, że kolejny warsztat został otwarty z sukcesem, że jest to kolejne nowe miejsce pracy dla ludzi. Każdego franczyzobiorcę oraz pracowników, którzy pracują w danej lokalizacji traktuję, jak swój zespół - bo dzięki temu możemy tworzyć zgraną ekipę i rozwijać wspólnie M4K Garage. Uważam się za człowieka, który się spełnia i może spać spokojnie. 

Michał Jesnionowski M4K Garage

Czyli nic nie zapowiada, że "Miłośnicy 4 Kółek" zostaną osieroceni przez Pana, na poczet innych biznesów?

Jak życie pokazuje, dzisiaj nie ma takiej możliwości, dlatego że wolę dostawić kilka nóg więcej - w postaci zaufanych ludzi, którzy będą koordynować te biznesy i przynosić mi finalne raporty z tych działań. Skupiam się co prawda na wszystkim, ale mam wsparcie w tych działaniach. Obecnie spędzam siedem, może nawet osiem miesięcy w roku poza domem - z dala od rodziny. A mimo wszystko moim głównym priorytetem są wciąż "Miłośnicy 4 Kółek", na których mam już zaplanowane kolejne serie i odcinki na 2022 rok. Będą to serie, których nie ma na polskim YouTube, kolejne odcinki dydaktyczne, testy.

Warto dodać, że działamy nie tylko jako "Miłośnicy 4 Kółek". Prowadzę też osobny kanał "Michał Jesionowski vlog". Mimo że nie ma mnie w domu, to biorę kamery i nagrywam sobie z trasy - lubię utrzymywać kontakt z widzami. Kolejnym moim kanałem, który działa od prawie dwóch lat są "Miłośnicy Detailingu" - prowadzony przez chłopaków z Wrocławia. Mamy też plany wyjść z kontentem moto poza nasze podwórko, jest to projekt zagraniczny, ale o tym jeszcze nie mogę mówić. Jedynie zdradzę, że ten projekt jest w zaawansowanym stadium i leży już na “porodówce”.

W takim razie trzymam kciuki! Zarówno za rozwój sieci franczyzowej, jak i to zagraniczne "biznesowe dziecko", które pojawi się niebawem na ekranach! Dziękuję za udział w tym cyklu. Jest Pan kolejną TWARZĄ BIZNESU, która udowodniła mi i mam nadzieję naszym czytelnikom, że nie ma rzeczy niemożliwych! Wielki, szczery "szacun", nie tylko za Pana pomysł na siebie, odwagę biznesową, ale także za bycie autentycznym. Tym bardziej, że w wirtualnym świecie, coraz częściej spotykamy się z iluzją.

Przeczytaj także

Opublikowane przez: Daria Kania-Baran
facebook
x
Zapisz się do newslettera