Franczyza KOKU Sushi ma się dobrze!

28 maj 2020

Koku Sushi to znana i ceniona sieć lokali gastronomicznych, która równie prężnie działa na rynku franczyzowym. Od niedawna współpracuje marka współpracuje z firmą Mobilny Barista i razem tworzą koncept pod szyldem White Bear Coffee. Okazuje się, że firma poważnie nad ofertą franczyzy nowego konceptu i nawet ma już pierwszych klientów. O tym wszystkim opowiedziała Urszula Olechno -współwłaścicielka Sieci Restauracji KOKU Sushi i the White Bear Coffee

Jest Pani właścicielką znanej sieci franczyzowej KOKU Sushi. Ostatnio media obiegła informacja, że koronawirus waszym lokalom nie jest straszny. Jak to się Państwu udało?

Kluczem do "poskromienia" biznesowego wirusa w branży, w której działamy, była bardzo szybka reakcja na zmieniające się okoliczności. Z dnia na dzień, zostaliśmy zmuszeni do zamknięcia naszych lokali. Gdy tylko otrząsnęliśmy się z pierwszego szoku, natychmiast zaczęliśmy szukać nowych sposobów na utrzymanie kontaktu z dotychczasowymi klientami. I postawiliśmy na dowozy. Wynegocjowaliśmy lepsze stawki w firmach kurierskich. Wprowadziliśmy bezpłatne dostawy połączone z rabatami, a część pracowników, którzy nagle stracili zajęcie, "przerzuciliśmy" do działu dostaw. Nie zapomnieliśmy o atrakcyjnych promocjach i od razu uruchomiliśmy wszystkie zewnętrzne kanały sprzedaży. W efekcie niektóre nasze restauracje dzięki dowozom zwiększyły obroty w stosunku do tego, co było wcześniej. Widząc potencjał rynku delivery, wprowadziliśmy dowozy na dalsze odległości, do miast oddalonych o nawet 100 km - pokrywając swoim zasięgiem w zasadzie całe regiony. "Dalekobieżne" trasy KOKU Sushi, które wprowadziliśmy m.in. w Białymstoku, spotkały się z tak ciepłym przyjęciem, że teraz - gdy nasze lokale są już otwarte - do niektórych miast nadal dostarczamy sushi. I nic nie wskazuje na to, by miało się to w najbliższym czasie zmienić.

Tego trudnego okresu nie przetrwalibyśmy jednak, gdyby nie wsparcie jakie czuliśmy ze strony klientów przez cały ten czas. Nasi dotychczasowi goście pomagali nam na rożne sposoby, przez regularne zamówienia, kupując voucher-cegiełkę, czy choćby dobrym słowem. Pandemia pokazała też, że nasza branża potrafi się zjednoczyć i wzajemnie wspierać. Akcja #gastropmaga, w którą się zaangażowaliśmy była wydarzeniem bez precedensu. W tym momencie wszystko powoli wraca do pewnej normy. Planujemy kolejne cztery otwarcia i pod tym względem ten rok nieoczekiwanie zapowiada się rekordowo. Pracujemy też nad nowym modelem franczyzowym, nastawionym głównie na rynek delivery.

źródło: KOKU Sushi

Nie możemy zapomnieć o drugiej Państwa marce White Bear Coffee. Czy może Pani powiedzieć naszym czytelnikom coś więcej o tym koncepcie?

W branży gastronomicznej kawa często jest wyznacznikiem i probierzem tego, czy lokal dba o jakość, czy nie. Od lat przyjaźniliśmy się zawodowo ze świetnymi białostockimi baristami z Mobilnego Baristy. Postanowiliśmy połączyć siły i stworzyć wspólną kawiarnianą markę. KOKU miało do zaoferowania wypracowane procedury obsługi klienta i sprawdzony system franczyzowy. Bariści wnieśli swój wkład merytoryczny i ekspercką wiedzę na temat kawy. Najpierw powstała palarnia, która teraz przeniosła się do nowej lokalizacji przy ul. Produkcyjnej 72. Od początku wizja była taka, by serwować kawę z najwyższej półki.  A więc tę z segmentu speciality, która ma co najmniej 80 kawowych punktów, skomponowaną ze świeżo mielonych ziaren, pochodzących z różnych kawowych regionów świata. Pierwszy lokal przy ul. Sienkiewicza w Białymstoku uruchomiliśmy latem ubiegłego roku. Został świetnie przyjęty przez klientów, stał się popularnym miejscem na gastronomicznej mapie miasta. Już w lutym otworzyliśmy kolejną kawiarnię przy ul. Żelaznej i byłaby jeszcze większym sukcesem, gdyby nie koronawirus (miała więcej miejsc, parking, ogródek itd). Niemniej obydwie nasze kawiarnie przetrwały.

Czy ten koncept White Bear Coffee również cieszył się zyskami mimo pandemii?

Mniejszymi niż KOKU Sushi, ale udało nam się utrzymać obroty na przyzwoitym poziomie. Kawa i słodkości nie zaliczają się jednak do pierwszych potrzeb, tak jak jedzenie. Wielu ludzi może się bez tego obyć dłuższy czas. Nasze kawiarnie zresztą były pomyślane jako miejsca spotkań. Miały być gwarne, wesołe, rozdyskutowane, z szemrzącymi młynkami. Koronawirus to uciął. Znowu o przetrwaniu ponad dwumiesięcznej kwarantanny, bez większego uszczerbku przesądziła szybka reakcja na nowe warunki, czyli zminimalizowanie kosztów, dopasowanie menu i przede wszystkim rozwinięcie działki dowozów. Dostarczaliśmy klientom gorącą kawę w specjalnych termosach, zaopatrywaliśmy ich także w ziarno. Często ludzie kupowali kawę i ciastko na wynos. Obserwowaliśmy co się sprzedaje, a co nie i szybko robiliśmy roszady na ladzie. Z dużym zainteresowaniem spotkała się oferta ciast wielkanocnych. Podobnie jak promocja, podczas której klienci mogli kupić vouchery cegiełki. Teraz, po otwarciu kawiarni mogą je wykorzystać. Voucher przewidywał też nagrodę dla wiernych klientów - Sky latte. To autorski pomysł naszych baristów. Nad mleczną kawą unosi się chmurka z waty cukrowej. Muszę przyznać, że to robi na gościach wrażenie.

Czy te dwa lokale White Bear Coffee to lokale franczyzowe?

Aktualnie prowadzimy dwa lokale własne w Białymstoku. Także w miejscu gdzie działa teraz palarnia ustawiliśmy stoliki dla kawoszy, którzy chcą spróbować naparu na miejscu. Chcieliśmy najpierw sprawdzić nasz koncept, zanim zaoferujemy go na rynku jako franczyzę dostępną dla inwestorów. Ale jest już gotowy, co więcej nawet przeszedł prawdziwy test w okresie kwarantanny. Mamy już pierwsze zapytania od potencjalnych partnerów i prowadzimy z nimi rozmowy.

źródło: White Bear Coffee

Kto może zostać franczyzobiorcą the White Bear Coffee?

Zależy nam, by utrzymać opinię kawiarni serwującej kawę speciality, czyli najlepszej jakości. Mile więc widziane jest to, aby ktoś miał już jakieś doświadczenie w tej materii, albo chociaż interesował się kawową tematyką, chciał się uczyć i rozwijać.

Poza tym, jak w każdej innej franczyzie, liczy się kapitał na start, systematyczność i przestrzeganie procedur, a także zaangażowanie w prowadzenie lokalu.

Gdyby miała Pani porównać wkład własny w tych dwóch modelach, to który z nich jest tańszy?

Koszty są porównywalne. Zarówno na otwarcie restauracji KOKU Sushi, jak i kawiarni the White Bear Coffee trzeba przeznaczyć około 230 tys. zł. W kwestii finansów wiele zależy od lokalu i kosztów jego adaptacji.

Czy w obu proponowanych przez Państwa konceptach wymagane są specjalne umiejętności, czyli czy trzeba być wykwalifikowanym baristą lub sushi masterem?

Nie, nie jest to konieczne. Nasze marki wyróżnia na rynku franczyzowym właśnie to, że oferujemy bardzo rozbudowany, ekspercki system szkoleń. Akurat zarówno sushi, jak i kawa wymaga pewnej specjalizacji. Przed otwarciem restauracji KOKU załoga jest przyuczana ponad trzy tygodnie. Z kolei nasza palarnia zaopatruje w kawę wiele lokali, hoteli i biur. Bariści prowadzą szkolenia i cuppingi. Jest to jedna z usług jakie proponujemy klientom. W nowym miejscu, do którego przenieśliśmy palarnię, jest przygotowana specjalna sala na warsztaty. Każdy więc zainteresowany franczyzobiorca zdobędzie u nas kwalifikacje. Będzie mógł także wprowadzić w praktykę i na bieżąco rozwijać zdobytą wiedzę.

Cóż, tylko pogratulować tego sukcesu KOKU Sushi i życzyć dalszego rozwoju franczyzowego tych dwóch konceptów, o których miałyśmy przyjemność rozmawiać. Dziękuję.

***

Polecamy także:

Dark kitchen - trend w gastronomii warty miliony dolarów

Dark kitchen - trend w gastronomii warty miliony dolarów

Tagi:

Opublikowane przez: Daria Kania-Baran
facebook